Wyobraź sobie, że stoisz na skrzyżowaniu, gdzie czas zagiął się w dziwną pętlę. Patrzysz na czarno-białą fotografię i nagle zdajesz sobie sprawę, że ten kadr, mimo grozy ukrytej w niemiecko brzmiących napisach, jest ci bardzo bliski.
Zdjęcie z zasobów Muzeum Ziemi Rozprzańskiej
Widoczna w tle brama piotrkowskiego kościoła Nawiedzenia NMP stoi do dziś dokładnie w tym samym miejscu. Niewzruszona, jakby chciała nam powiedzieć, że mury mają dłuższą pamięć niż ludzie. Najbardziej uderza jednak ten konkretny drogowskaz mówiący, że do Radomska są 44 kilometry. Choć świat wokół płonął, a okupant próbował przemianować wszystko na swoją modłę, ta jedna wartość pozostała stała, stanowiąc swoisty most między mroczną przeszłością a naszą codziennością.
Na drogowskazie widać nazwy, które miały wymazać polskość. Łódź stała się Litzmannstadt, Częstochowa – Tschenstochau. Nawet Warszawa widnieje tam jako Warschau. Tym bardziej uderza brak niemieckojęzycznej nazwy dla Radomska na tej tablicy. Nasze miasto, mimo że włączone do Generalnego Gubernatorstwa, w tym jednym małym punkcie na drogowskazie zachowało swoje brzmienie, jakby stawiając cichy opór okupacyjnej biurokracji. Bo przecież Niemcy nie użyliby na oficjalnym drogowskazie nazwy „Bandtenstadt”. Ale to już zupełnie inna historia.
To niepokojące, a zarazem fascynujące uczucie! Patrzeć na zdjęcie z czasów największego mroku i widzieć na nim drogę, którą wielu współczesnych radomszczan pokonuje codziennie. Dzisiaj te 44 kilometry przemierzamy w komforcie, często w ogóle o tym nie myśląc, ale następnym razem, mijając tę bramę w Piotrkowie, wspomnij ten czarno-biały cień. On przypomina, że każda podróż do domu to przywilej, za który pokolenia przed nami płaciły najwyższą cenę.
Drogowskazu w wersji polskiej dzisiaj tam nie ma, bo dokładne odległości pokaże nam aplikacja. Trochę szkoda. Czy za 100 lat ktoś będzie analizował współczesne nam zdjęcia?
Zobacz podobne artykuły:
Zobacz podobne artykuły:






