Wojenna tragedia mieszkańców małej osady o nazwie Czech

Podczas drugiej wojny światowej w naszych okolicach działało sporo grup partyzanckich. Miejscowa ludność chętnie im pomagała, a jednocześnie narażała się Niemcom. Ludzie wiedzieli, że za takie przysługi może spotkać ich kara, nawet ta największa…

W okolicy wsi Magdalenki w gminie Żytno znajdowała się niegdyś osada o nazwie Czech. Jej nazwa wzięła się stąd, że budowniczy młyna wodnego wokół którego rozwinęła się osada pochodził z Czech. Później właścicielem tych terenów był Franciszek Siemieński, który przeznaczył m.in. tę wioskę jako wiano dla swojej córki Magdaleny. W czasie drugiej wojny światowej w Czechu mieszkały cztery rodziny. Choć byli to ludzie niezbyt zamożni, to dzielili się tym co mieli z partyzantami, którzy m.in. właśnie tam znajdowali schronienie. Wieść o pomocnych mieszkańcach osady Czech dotarła jednak do Niemców. W odwecie wczesnym rankiem 6 stycznia 1944 roku funkcjonariusze l Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii pod dowództwem Otto Kriigera, otoczyli osadę. Mieszkańcy zostali posądzeni o udzielanie schronienia partyzantom. Niemcy zamknęli osadników w jednej ze stodół i podpalili. 31 osób spłonęło żywcem. Szczątki ludzkie zakopano, tak by nie pozostał żaden ślad zbrodni. Z całej wioski ocalało tylko jedno dziecko – kilkunastoletni Władysław Pietras.

Dotarłem do informacji mówiącej, że rzeczywiście w chwili gdy Niemcy zbliżali się do osady, w pobliżu znajdowali się partyzanci. Pomiędzy Niemcami a członkami Armii Ludowej musiało dojść nawet do jakichś walk, ponieważ o wiadomo jednej z ofiar. Był to niejaki Szymon Abramowicz (właściwie Chaim Sumer), który zginął o świcie, 6 stycznia 1944 roku w miejscowości Czech. Nie udało mi się ustalić jednak dokładnych okoliczności tego zdarzenia – czy było to przed, czy też po pacyfikacji osady.

magdalenki_czech_pomnik_1Maj 2018 r., fot. Paweł Dudek

Później w miejscu zbrodni ustawiono betonową płytę z dużymi napisami – nazwą miejscowości oraz datą zbrodni. W 1999 roku zastąpiono ją nowym pomnikiem według projektu i wykonania plastyka Tomasza Zaskórskiego. Postać Jezusa występuje na tle krzyża z desek, które mają symbolizować miejsce tragicznej śmierci 31 osób.

magdalenki_czech_pomnik_2Maj 2018 r., fot. Paweł Dudek

Poniżej znajduje się treść z tablicy. To dokładna lista ofiar, z podziałem na cztery rodziny.

PAMIĘCI MIESZKAŃCÓW WSI CZECH
ZAMORDOWANYCH PRZEZ NIEMCÓW
W CZASIE PACYFIKACJI WSI
6 STYCZNIA 1944 ROKU

RODZINA JÓZEFA PIETRASA
PIETRAS JÓZEF LAT 56 OJCIEC
PIETRAS JÓZEFA Z D. BUS LAT 50 MATKA
PIETRAS LEONARD SYN LAT 7
PIETRAS ZENON SYN LAT 17
PIETRAS REGINA CÓRKA LAT 14
PIETRAS RYSZARD SYN LAT 19
PIETRAS BRONISŁAW SYN LAT 12
PIETRAS JÓZEFA CÓRKA LAT 28

RODZINA STANISŁAWA PIETRASA
PIETRAS MARCJANNA Z D. SKROBOŃ LAT 76 BABCIA
PIETRAS STANISŁAW LAT 48 OJCIEC
PIETRAS KATARZYNA Z D. PODSKOBÓW LAT 54 MATKA
PIETRAS BOLESŁAW SYN LAT 22
BARYŁA JANINA Z D. PIETRAS CÓRKA LAT 21
BARYŁA ELŻBIETA WNUCZKA 1 ROK
PIETRAS ANIELA CÓRKA LAT 19
PIETRAS ALEKSANDRA C. STANISŁAWA LAT 16
PIETRAS ALEKSANDRA C. JÓZEFA LAT 21
PIETRAS ZYGMUNT SYN LAT 4

RODZINA SZCZEPANA PIETRASA
PIETRAS SZCZEPAN OJCIEC LAT 58
PIETRAS MARIANNA Z D. ROKITA LAT 54 MATKA
PIETRAS JANINA CÓRKA LAT 17
PIETRAS BRONISŁAWA CÓRKA LAT 22
PIETRAS JAN SYN LAT 15
PIETRAS WŁADYSŁAW LAT 12
PIETRAS TEOFILA, SIOSTRZENICA SZCZEPANA

RODZINA FRANCISZKA ZAMOŻNEGO
ZAMOŻNY FRANCISZEK LAT 64 OJCIEC
ZAMOŻNY JÓZEFA Z D. BANIEREK LAT 57 MATKA
FALANA STANISŁAWA WNUCZKA LAT 11
FALANA CZESŁAWA WNUCZKA LAT 9
FALANA PIOTR EDWARD WNUCZEK LAT 6
FALANA MARIANNA IRENA WNUCZKA LAT 4

magdalenki_czech_pomnik_3Maj 2018 r., fot. Paweł Dudek

Dziś Czech znajduje się nawet w wykazie urzędowych nazw miejscowości i ich części jako integralna część wsi Magdalenki. W pobliżu pomnika, pod dość starym drzewem znalazłem dość zarośnięte już gruzowisko. To być może ostatnie pozostałości po dawnych mieszkańcach…

magdalenki_czech_pomnik_4Maj 2018 r., fot. Paweł Dudek

Jak dotrzeć do pomnika? Z Żytna należy kierować się w stronę Sekurska. W pewnym momencie, za kapliczką (którą opisywałem tutaj) będzie zakręt w prawo. W środku wsi Magdalenki należy skręcić w lewo, a za ostatnim domem w prawo. I tutaj warto już zostawić samochód, chyba, że ktoś porusza się rowerem albo na pieszo. Teraz, na moje oko, trzeba jechać lub iść polną drogą ponad kilometr. Pomnik znajduje się po prawej stronie, prowadzi do niego kolejna polna dróżka.

Nowe informacje i zdjęcia z lutego 2023 roku

Ponownie odwiedziłem to miejsce w lutym 2023 roku. Zgłosiła się do mnie bowiem osoba, która wskazała na błędy na tablicy. Pierwszy błąd dotyczy nazwiska rodowego Józefy Zamożnej – powinno być Bańcerek. Kolejny błąd dotyczy tego, że ci Zamożni byli odpowiednio dziadkiem i babcią dla dzieci o nazwisku Falana (a nie ojcem i matką). Ojcem tych dzieci był Piotr Falana – tak wynika z opisu mordu, który to opis znajduje się od jakiegoś czasu przed pomnikiem. Mama tych dzieci zmarła niedługo po urodzeniu ostatniego dziecka (albo podczas porodu), a więc w latach 1939-1943. Natomiast ojciec ukrywał się przed Niemcami i być może uczestniczył w partyzantce.

Luty 2023 r., fot. Paweł Dudek

Luty 2023 r., fot. Paweł Dudek

Luty 2023 r., fot. Paweł Dudek

Luty 2023 r., fot. Paweł Dudek

Luty 2023 r., fot. Paweł Dudek

Po otrzymaniu tej informacji dotarłem do miejsca zbrodni, zobaczyłem tam wspomnianą tablicę w drewnianej ramce. Tablica jest tam od jakiegoś czasu, w każdym razie nie było jej, gdy dotarłem tam parę lat wcześniej, za pierwszym razem. Na tablicy znajduje się dość obszerny tekst mówiący o okolicznościach zbrodni. Poniżej przytaczam tę treść, bo wiem, że trudno tam dotrzeć. Poniższa treść jest dokładnym przytoczeniem tekstu z tablicy (bez mojej ingerencji). Nasuwają mi się pytania – ile właściwie było ofiar? Na pomniku jest wymienionych 31 osób (w tym także Władysław Pietras, który przecież ocalał), w poniższym tekście autor mówi o 29, a na grobie na cmentarzu w Żytnie wymienionych jest aż 35 (także z Władysławem Pietrasem).

„Śmierć przyszła nad ranem”
-relacja jedynego świadka tragedii z 1944r.
aut. Ryszard Poradowski

Gdyby nie żmudne i długotrwałe śledztwo prowadzone przez Okręgową Komisję Badań Zbrodni Hitlerowskich Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi wespół z organami ścigania NRD, mało kto wiedziałby o tej zbrodni.

Gmina Żytno znajdowała się wówczas przy ważnej trasie na Gidle i Włoszczowę. Duże kompleksy leśne sprawiały, iż na tym terenie działały liczne oddziały partyzanckie. Niewielka wieś Czech, leżąca w bezpośrednim sąsiedztwie lasu, stanowiła doskonałe schronienie dla leśnych ludzi.

6 stycznia 1944r. grupa sztandarowa AL dociera do wsi Czech. Partyzanci są zmęczeni. Niedawno byli w Rzeszy po broń. Partyzanci wędrują do kilku chałup. Od strony lasu ustawione zostają posterunki. Ludzie nie śpią, gdyż od radomska w stronę Żytna i Włoszczowy jadą kolumny hitlerowskich samochodów. Partyzanci przeczuwają, iż hitlerowcy wiedzą o miejscu ich noclegu.

Noc. Za kilka godzi obudzi się dzień. Jeden z wartowników dostrzega nagle kilku hitlerowców wyłaniających się z lasu od strony wsi Młynek. Kieruje w ich stronę karabin. Pada kilka strzałów.

Alarm ! Partyzanci błyskawicznie wybiegają i kierują się w stronę lasu. Podobnie postępuje wielu mieszkańców wsi Czech. Cywile są zdezorientowani. Dostrzegają dwóch zabitych Polaków i wielu postanawia wrócić do swych gospodarstw. Hitlerowcy okrążają wieś. Na ratunek jest już za późno. Szans ucieczki do zbadanego lasu nie ma, także hitlerowski lotnik który wpada do stodoły Franciszka Pietrasa- Urbana.

Do mieszkania Stanisława Pietrasa wbiega 4 hitlerowców. Przeprowadzają rewizję szukając broni i amunicji. Niczego nie znajdują. W tym czasie hitlerowcy przeprowadzają rewizję w innych zabudowaniach. Słychać strzelaninę. Cała rodzina Szczepana Pietrasa i Falanów prowadza do jedne ze stodół. Po chwili przyprowadzają jeszcze rodzinę Józefa Pietrasa. Zamykają wrota. Podpalają stodołę strzelając do niej jednocześnie. Słychać krzyki rannych i umierających.

Stanisław Pietras wraz z rodziną obserwuje przez okno śmierć swoich sąsiadów. Jeden nastoletni Władek z przerażeniem patrzy na płonącą stodołę. Stojący w drzwiach hitlerowiec z lufą wycelowaną w Polaków nie pozwala wykonać choćby najmniejszego ruchu. Stanisław Pietras zdaje sobie sprawę z tego, iż za kilka minut i on zginie od hotlerowskich kul. „Dzieci jeśli zginiemy to wszyscy razem” – powtarza drżącymi ustami. Do domu Stanisława Pietrasa wbiega jeszcze kilku hitlerowców. Właśnie przed momentem podpalili stodołę. Jeden z nich strzela do kilkunastoletniego Bolka. Ten padając przewraca się na Władka. Jeden z żołnierzy wyciąga z łóżka słomę i rozrzuca na podłodze, drugi lustruje dokładnie wnętrze izby. Nagle dostrzegają ruszającego się Władka. Padają jeszcze dwa strzały.

Pacyfikacja wsi Czech dostrzeżona zostaje przez mieszkańców okolicznych miejscowości. W pierwszej chwili nie wiedzą jeszcze, iż u sąsiadów dokonuje się akt straszliwej zbrodni. Wszyscy sądzą, iż mają do czynienia ze zwykłym pożarem. Jan Hasikowski i Michał Jamrozik z pobliskich Cielętników z hełmami na głowach wskakują na strażacki wóz i polną drogą wraz z innymi gnają do ognia.

Za moment spotykają ludzi, którzy informują ich, iż pożar spowodowali hitlerowcy. Strażacy nie wycofują się jednak, chcąc ratować ludzi i mienie. Gdy dojeżdżają do wsi hitlerowcy rozkazują im się zatrzymać. Widok jest przerażający. Budynki Stanisława, Józefa i Szczepana Pietrasów dopalają się już, podobnie jest z domem Piotra Falany. Hitlerowcy kierują strażaków do domu Franciszka Pietrasa jeszcze nie płonącego. Zastanawia to Polaków, jednakże wykonują polecenie. Gdy wjeżdżają na podwórze wszystko staje się jasne. Hitlerowcy podpalają strzechę. O dziwo, przyglądają się jednocześnie strażakom ustawiającym sikawkę. Kilka ruchów pompą i studnia okazuje się pusta…

Ale oto z niewielkiej szopy przylegającej do płonącej stodoły wybiega mężczyzna, którego hitlerowcy natychmiast chwytną.

Jest już zupełnie widno. Hitlerowcy rozkazują strażakom z Cielętnik, by ładowali na wozy kury i świnie, by krowy pędzili do Gidel. Sami wchodzą do jednej z chałup i piją wódkę.

6 stycznia 1944r. był ostatnim dniem życia dla 29 mieszkańców wsi Czech. Spośród 30 mieszkańców wsi Czech przebywających tego dnia w swoich domach uratował się jedynie ów 11-letni Władysław Pietras. Gdy po jakimś czasie odzyskał przytomność zobaczył na podłodze ciała swoich najbliższych. Zdołał jednak wydostać się z płonącego domu i uciec do pobliskiego lasu. Po kilku godzinach dotarł do Sekurska, a następnie trafił do radomszczańskiego szpitala, gdzie powrócił do zdrowia. Z jego ciała lekarze wyciągnęli dwie kule.

Jaka była przyczyna zbrodni we wsi Czech, kim byli mordercy? Eksterminacja ludności polskiej była, jak dziś wiadomo, zaplanowanym i z precyzją wykonanym zadaniem. W przypadku wsi Czech znalazł się jednak pretekst w postaci zaangażowania mieszkańców w walkę z hitlerowcami. Jak wynikało z wielu zeznań, do pacyfikacji właśnie w dniu 6 stycznia 1944r. przyczynił się prawdopodobnie dziedzic z Sekurska, który zawiadomił hitlerowców o przybyciu do Czech partyzanckiego oddziału. Dziedzic ów miał prawdopodobnie na sumieniu i inne grzechy, po jakimś czasie podziemie wykonało więc na nim wyrok śmierci. Podobny los spotkał zresztą także innych konfidentów z Radomszczańskiego.

Ustalenie formacji wojskowej, która dokonała pacyfikacji wsi Czech nastręczało pracownikom OKBZH sporo kłopotów. Po kilkunastu latach śledztwa udało się ustalić iż zbrodni tej dokonał I Zmobilizowany Batalion Żandarmerii SS dowodzony przez Otto Kruera. Do Niemieckiej Republiki Demokratycznej, gdzie mieszkał Otto Kruer powędrowały więc akta dotyczące zbrodni w nadradomszczańskiej wsi. Niedawno Prokuratura Generalna NRD poinformowała Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce o umorzeniu śledztwa z powodu śmierci Otto Krugera.

4010 razy oglądano od początku 1 razy oglądano dzisiaj