Nasze miasto jest „quaint”!

Raz na jakiś czas mam okazję oprowadzać mniejsze i większe grupy po Radomsku. Za każdym razem, gdy ruszam z nimi w miasto, czuję cichą ambicję – chcę pokazać im nasze ulice tak, by spojrzeli na nie głębiej, by Radomsko naprawdę zapadło im w pamięć.

Pamiątkowe zdjęcie. Fot. Paweł Dudek

Nie inaczej było ostatnio, gdy odwiedziła mnie trzyosobowa grupa ze Stanów Zjednoczonych. Przyjechali z konkretną potrzebą, zależało im, by odkryć miasto przez pryzmat jego dawnej, żydowskiej historii.

Ruszyliśmy więc śladami świata, który dziś istnieje głównie w pamięci i w nielicznych ocalałych budynkach. Przeszliśmy przez teren dawnego getta z czasów niemieckiej okupacji, zatrzymaliśmy się przy dawnym domu chasydzkiego cadyka z dynastii Rabinowiczów oraz w przestrzeni, gdzie kiedyś stała tętniąca życiem synagoga. Przystanęliśmy też przy pomniku-macewie, który w swojej surowej formie zmusza do refleksji, by na koniec przejść przez ścisłe, codzienne centrum miasta.

W pewnym momencie, już pod koniec mojego oprowadzania, gdy szliśmy ulicą Reymonta, z ust moich gości padło angielskie określenie: „quaint”. Przyznam szczerze, że nie znałem go wcześniej, ale od razu je zanotowałem w telefonie, bo mnie zaintrygowało. Choć z tonu głosu i kontekstu wyczuwałem, że chodzi o coś pełnego specyficznego wdzięku, musiałem to potem sprawdzić. Naprawdę miło jest usłyszeć od kogoś, kto pierwszy raz tutaj jest, że Radomsko jest miłe, urokliwe i jakby staromodne – w pozytywnym znaczeniu.

I chyba właśnie to w tych spacerach jest najcenniejsze – móc zobaczyć własne miasto oczami kogoś, kto przyjechał z drugiego końca świata i w naszych znajomych na co dzień kątach dostrzega niezwykły, melancholijny czar.