Czasami historia potrzebuje kogoś, kto weźmie ją za rękę i wyprowadzi z mroku zapomnienia. Dla posterunkowego Policji Państwowej Władysława Puszczewicza taką osobą stała się jego praprawnuczka, Wiktoria.
22 kwietnia 2026 r., fot. Paweł Dudek
Dzięki jej determinacji postać przedwojennego policjanta i syna ziemi radomszczańskiej otrzymała dziś swoje drugie życie, a pamięć o nim przestała być jedynie kruchym zapisem w rodzinnych kronikach.
Poznajcie Wiktorię Borowik, na co dzień uczennicę trzeciej klasy mundurowej w „Mechaniku”. Na pierwszy rzut oka – współczesna nastolatka. Jednak w jej oczach, gdy staje obok pamiątkowego dębu i tabliczki, widać coś, co w dzisiejszym świecie staje się rzadkością. Głębokie, dojrzałe zrozumienie tego, skąd przyszła i jaka odpowiedzialność spoczywa na jej ramionach.
Losy Władysława to zapis wielkich nadziei brutalnie przeciętych przez wojnę. Urodzony w 1885 roku w pobliskim Orzechowie, był jednym z tych, którzy budowali zręby niepodległej Polski w 1918 roku. Zakładał granatowy mundur Policji Państwowej, służył w Grodnie i na Kresach, ale sercem zawsze wracał tutaj. W wyobraźni widział już swój dom w Radomsku, wybrał nawet dla niego miejsce, w którym miało tętnić życie jego rodziny. Wszystko to runęło we wrześniu 1939 roku. Potem była już tylko ciemność. Aresztowanie przez NKWD, transport w nieludzkich warunkach i śmierć w 1940 roku, która odebrała mu nie tylko życie, ale i własną mogiłę. Przez dekady Władysław pozostawał tylko cieniem na nielicznych fotografiach i wspomnieniem szeptanym przy rodzinnym stole.
I wtedy pojawia się Wiktoria.
W czasach, gdy młodzi ludzie często patrzą wyłącznie przed siebie, ona postanowiła odważnie spojrzeć wstecz. Zaczęło się od rodzinnych opowieści, które przerodziły się w prawdziwą pasję badawczą. Wiktoria nie tylko uczy się historii. Ona ją aktywnie przywraca. To właśnie ona, piórem młodej dziewczyny, napisała rozprawkę, która zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie „Katyń 2024”. Przypomniała w niej światu, że historia, o której przestajemy mówić, zaczyna umierać po raz drugi. Udowodniła, że tylko nasza pamięć może być ostatecznym zwycięstwem nad tymi, którzy chcieli skazać jej prapradziadka na wieczne zapomnienie.
Dzisiejsza uroczystość przed „Mechanikiem” miała w sobie coś z cichego triumfu nad czasem. Widok Wiktorii, która w mundurze i z pełną powagą stanęła przy pamiątkowym dębie z tablicą, sprawiał wrażenie, jakby ta odległość czasowa przestała mieć znaczenie. Pod młodymi gałązkami dębu historia przestała być bolesnym wspomnieniem, a stała się żywym pomostem między dawną przysięgą prapradziadka a determinacją jego praprawnuczki.
Dla mnie, lokalnego pasjonata historii, postawa Wiktorii to żywy dowód na to, że nasze dziedzictwo nie jest tylko martwym zapisem w zakurzonych księgach, ale żywą tkanką, o którą potrafi zadbać młode pokolenie. Wiktoria udowodniła, że pod współczesnym mundurem uczennicy bije serce dumne ze swojej genealogii, a szacunek do przeszłości to nie ciężar, lecz kompas, który pozwala pewniej kroczyć w przyszłość.
Dziękuję wszystkim dorosłym, którzy pomagali Wiktorii w tej drodze, przy czym podkreślam, że moja rola w tym procesie była żadna. To dzień tylko dwojga bohaterów: praprawnuczki i jej przodka. Od dziś ten młody dąb będzie czerpał siłę z ziemi, o której tak bardzo marzył posterunkowy Puszczewicz. A on sam, patrząc z oddali na swoją następczynię, może się wreszcie, po 86 latach uśmiechnąć. Wiktorio, dziękujemy Ci, że odnalazłaś ten zerwany wątek i splotłaś go z teraźniejszością. Dzięki Tobie Władysław wrócił do domu, a jego najtrwalszym schronieniem stała się Twoja pamięć.
Zobacz podobne artykuły:
Zobacz podobne artykuły:






