Ucieczka skazańca z olsztyńskiego miejsca straceń. Niesamowita historia Michała Dzierzgwy z Radomska

Zgłosił się do mnie pan Marek Romański, historyk-regionalista z gminy Olsztyn pod Częstochową. Przesłał mi ciekawe materiały do umieszczenia na Radomsk.pl. Poniżej zamieszczam całość tekstu w niezmienionej formie i dziękuję za ciekawą opowieść.

W latach 1940-1944 na Miejscu Straceń w Olsztynie koło Częstochowy rozstrzeliwani byli Polacy podejrzani o działalność w ruchu oporu, a także wielu jeńców radzieckich. Miejsce na wykonywanie egzekucji Niemcy już uprzednio wybrali. Miały odbywać się w odległości około 12 km od Częstochowy, na pustkowiu w Olsztynie, zwanym przez miejscową ludność „Szubienicą”. Miejsce to nazywano tak, gdyż w czasie rozbiorów, za rządów carskich, miała tam stać szubienica, na której tracono skazańców. Jest to terenowe zagłębienie, bruzda, biegnąca z południowego zachodu na północny wschód, długości około pół kilometra, obok cmentarza parafialnego, za pierwszym wzgórzem, na granicy lasu. Jest to teren piaszczysty i wydmowy, słabo porośnięty sosnami i jałowcem. Samochód ze skazańcami, nie dojeżdżając do rynku w Olsztynie, skręcił w prawo, minął kościół i zatrzymał się za cmentarzem. Tam skazańcom zawiązano oczy i piątkami prowadzono przez leśną przesiekę na miejsce stracenia. Komando egzekucyjne, pewne bezkarności, dokonywało zdjęć poszczególnych etapów egzekucji. Zdjęcia przekazano do wywołania polskiemu fotografowi. Ten zdołał zabezpieczyć odbitki i przekazać je we właściwe ręce. Jeden ze skazańców Michał Dzierzgwa, mistrz rzeźnicki z Radomska, zdołał uratować się ucieczką tuż przed egzekucją 28 czerwca 1940 roku. Gestapo zataiło ten fakt. Uznany został za zmarłego. Po wojnie złożył relację: „Po drodze, w samochodzie, starałem się rozluźnić sobie postronek, krępujący mi ręce i przesunąć go do przegubu rąk. Udało się! Kiedy dojechaliśmy do miejsca stracenia, związano nam oczy w momencie, kiedy jeszcze siedzieliśmy w samochodzie. Starałem się wtedy odsunąć nieco opaskę z prawego oka i dokonałem tego, otarłszy się o ramię sąsiada. Przez maleńką niedostrzegalną szparę mogłem teraz coś niecoś ujrzeć. Zobaczyłem jedynie, że więźniów odprowadzano gdzieś dalej w grupkach po pięć osób. Po kilku minutach usłyszałem strzały. Ja byłem w trzeciej piątce. Pilnowało mnie dwóch SS–manów. Postronek, krępujący mi ręce, rozluźniłem już w samochodzie. Teraz błyskawicznie zerwałem go, ściągając razem z nim skórę z rąk. Zrzuciłem opaskę z oczu i jednocześnie uderzyłem jednego z SS–manów. Niemiec upadł, a ja, wykorzystując moment zaskoczenia, przeskoczyłem leżącego, w szybkich skokach dopadłem rowu leśnego i dostałem się do lasu. Strzelano za mną. Wkoło świstały kule. Przebiegłem las i wszedłem w żyta. Tam zastała mnie noc. Błąkałem się dalej po lesie, aż wreszcie przed świtem dotarłem do małej chałupki pod lasem, gdzie udzielono mi pomocy” – pisał. W tej chałupce mieszkał samotnie Mikołaj Wilczyński. Opatrzył i nakarmił uciekiniera, dał mu koszyk, by udawał zbieracza grzybów i wyprawił do lasu. Michał Dzierzgwa żył jeszcze 37 lat. Zmarł w 1977 roku.

Na zdjęciach miejsce pochówku Michała Dzierzgwy na Cmentarzu Starym w Radomsku.

Fot. Marek Romański

Fot. Marek Romański

Już po opublikowaniu tego artykułu otrzymałem od Czytelniczki Anny informację na temat Michała Dzierzgwy. Według danych z aktu urodzenia nr 369 z 1902 r. z parafii Św. Lamberta:

Wydarzyło się 19 kwietnia/2 maja 1902 r. w mieście Noworadomsk. Zjawił się Władysław Dzierzgwa lat 40. rzeźnik w Noworadomsku i okazał nam dziecię płci męskiej urodzone 26 marca/8 kwietnia z jego żony Elżbiety ze Starosteckich lat 40. Młodzieńcowi temu na chrzcie świętym w tym dniu nadano imiona Michał Zygmunt.

Na marginesie znalazł się dopisek: „7 II 1932 r. wstąpił w związek małżeński z Janiną Kuchcik”. Michał Dzierzgwa spoczywa w grobowcu Kuchciaków (w zapisie z metryki brakuje więc litery „a”), a więc rodziny swojej żony.

384 razy oglądano od początku 2 razy oglądano dzisiaj