O tym jak w Mechaniku plan lekcji ułożył woźny

Gdy w drugiej połowie lat 40. XX wieku powstawał „Mechanik”, czyli dzisiejszy Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 1, pierwszy dyrektor Feliks Przyłubski napotykał na wiele problemów organizacyjnych. Wynikało to z faktu, że całkiem niedawno zakończyła się druga wojna światowa. Cały kraj organizował się do normalnego życia, a pomysł utworzenia Gimnazjum Przemysłowego oraz Szkoły Przemysłowej Z.P. Metalurgia okazał się w tamtych czasach świetnym rozwiązaniem wobec początków wielkiej industrializacji kraju. Poniżej znajduje się fragment wspomnień dyrektora Feliksa Przyłubskiego, pochodzących z książki autorstwa jego córki, Ewy Przyłubskiej-Siatkowskiej pt. „Z Iwanowic na Sorbonę” (Warszawa 2008).

Na początku był tłum młodzieży i nic więcej. Ani budynku, ani personelu, ani warsztatów, ani sprzętu, ani podręczników. Ale kto pamięta entuzjazm tamtych pierwszych powojennych lat, ten się nie zdziwi, że – mimo wszystko – uruchomiliśmy szkoły obydwu stopni. (…)

Chodziło oczywiście o wspomnianą Szkołę Przemysłową Z.P. Metalurgia oraz Gimnazjum Przemysłowe. Dziś można – porównując – powiedzieć, że ta pierwsza szkoła byłaby odpowiednikiem dzisiejszej szkoły branżowej I stopnia, a druga, to odpowiednik dzisiejszego technikum.

Lekcje odbywały się w czterech punktach miasta, w wynajętych lokalach. Nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących przybiegali na 2, 3 godziny z innych szkół. Przedmiotów zawodowych uczyli inżynierowie, zwalniając się na krótko ze swych stanowisk pracy. Pracownikami etatowymi byli tylko dyrektor, sekretarka i woźny, potem także niektórzy nauczyciele zawodu, czyli tzw. instruktorzy.

W tych warunkach ułożenie planu zajęć wydawało się wręcz niewykonalne. Przymocowałem do ściany wielki karton porubrykowany pionowo na klasy i poziomo na dni tygodnia i godziny, a na stole ułożyłem kolorowe karteczki, z których każda symbolizowała przedmiot i nauczyciela.

Biedziłem się nad tą krzyżówką, a obok stał woźny – pan Gawlikowski. Jak każdy ówczesny woźny dzierżył on w prawej ręce trzonek dzwonka, lewą ręką przytrzymując serduszko, aby dźwięk nie w porę nie zakłócił biegu szkolnej maszyny. Przyglądał się moim mozołom i najpierw nieśmiało zaczął się wtrącać, a potem zaproponował, że on to zrobi. I tak pomysłowo rozlokował wszystkich, że nikt nie miał do niego pretensji.

O dyrektorze Feliksie Przyłubskim pisałem już tutaj. A powyższy cytowany tekst jest fragmentem obszerniejszych wspomnień Przyłubskiego, dotyczących powstania szkoły. A za przekazanie książki dziękuję p. Jackowi Kaszyńskiemu (notabene – wicedyrektor Mechanika w latach 1991-2005, nauczyciel fizyki).

1137 razy oglądano od początku 1 razy oglądano dzisiaj